Przejdź do treści
SEBASTIAN BOGDANIK FOTOREPORTAŻ

Wybierz swój język

2024r 17.11.2024

Jesienna niedziela na Spiszu. Od szronu pod Nowym Targiem po zachód nad Jeziorem Czorsztyńskim

Listopadowa niedziela: szron pod Nowym Targiem, Litwinka, Łapszanka, Kacwin, zamki Czorsztyn i Niedzica, zachód nad jeziorem.

Kaplica Matki Boskiej Śnieżnej w polach między Niedzicą a Kacwinem. Za nią, w porannej mgiełce, ostre granie Tatr.
Kaplica Matki Boskiej Śnieżnej w polach między Niedzicą a Kacwinem. Za nią, w porannej mgiełce, ostre granie Tatr.

Jedna listopadowa niedziela, jeden bus i dziewięć przystanków. Wyjechaliśmy, gdy pola pod Nowym Targiem były jeszcze białe od szronu, a skończyliśmy, gdy nad Tatrami gasła ostatnia zorza. Po drodze był Spisz z kapliczkami i owcami, dwa zamki naprzeciw siebie nad Jeziorem Czorsztyńskim i drewniane wille, które przeniesiono z wsi zalanych przez jezioro. Przez cały dzień towarzyszyły nam Tatry: raz w mgle, raz w pełnym słońcu, na końcu w złocie.

Świt przy lotnisku w Nowym Targu

Pierwszy postój zaraz za Nowym Targiem, na skraju lotniska. Teren pod nie miasto wykupiło już w latach 30. XX wieku, a trawiasta płyta z widokiem na Tatry to miejsce znane szybownikom z całej Polski: startowali stąd na tak zwanej fali tatrzańskiej, a w 1966 roku pobito tu szybowcowy rekord świata wysokości w kategorii dwumiejscowej. O 7:37 nie latał nikt. Nad polem wisiał jeszcze księżyc, dwa dni po pełni, a trawa chrzęściła od przymrozku.

Księżyc, dwa dni po pełni, jeszcze wisi nad oszronionym polem pod Nowym Targiem. Dwie sylwetki idą w stronę samotnej brzozy.
Księżyc, dwa dni po pełni, jeszcze wisi nad oszronionym polem pod Nowym Targiem. Dwie sylwetki idą w stronę samotnej brzozy.

Szron pokrył wszystko: trawę, krzaki, pojedyncze drzewa na miedzach. Gdy słońce podniosło się wyżej, szron zaczął błyszczeć, a Tatry wyostrzyły się na tle błękitu. Na takie poranki czeka się czasem całą jesień.

Samotne drzewo na tle Tatr. O tej porze Kotlina Nowotarska jest jeszcze biała od szronu.
Samotne drzewo na tle Tatr. O tej porze Kotlina Nowotarska jest jeszcze biała od szronu.
Każda gałązka obrośnięta szronem. Pierwsze słońce dopiero zaczyna go topić.
Każda gałązka obrośnięta szronem. Pierwsze słońce dopiero zaczyna go topić.
Szron na gałązkach z bliska. W czerni i bieli widać każdy kryształek lodu.
Szron na gałązkach z bliska. W czerni i bieli widać każdy kryształek lodu.

Litwinka nad Czarną Górą

Z Kotliny Nowotarskiej pojechaliśmy na wschód, na Spisz. Czarna Góra to spiska wieś położona wysoko, na 700–850 metrach, a nad nią wznosi się Litwinka: wzgórze z punktem widokowym i Krzyżem Milenijnym, który nocą jest podświetlony i widać go z kilkunastu kilometrów. To jedno z tych miejsc, gdzie panorama Tatr otwiera się na całą szerokość horyzontu.

Widok z Litwinki: doliną płyną poranne mgły, a nad nimi wznosi się cała ściana Tatr.
Widok z Litwinki: doliną płyną poranne mgły, a nad nimi wznosi się cała ściana Tatr.

Doliną płynęły jeszcze poranne mgły, a nad nimi stała cała ściana Tatr, od Bielskich po Wysokie. Na szczycie było pusto, ławki pokrywał szron, a przy wyciągu leżały pierwsze płaty śniegu.

Krzyż Milenijny i drewniana wiata na szczycie Litwinki. Nocą krzyż jest podświetlony i widać go z daleka.
Tatry w porannym świetle, pod nimi spiskie zabudowania.
Krzyż Milenijny na Litwince i Tatry w porannym świetle nad spiskimi zabudowaniami.
Ławki pod wieżą jeszcze w szronie.
Ławki pod wieżą jeszcze w szronie.

Po drugiej stronie, na północy, rozlewało się morze mgieł. Wystawały z niego tylko grzbiety gór, jak wyspy.

Na północy morze mgieł, z którego wystają tylko grzbiety gór.
Na północy morze mgieł, z którego wystają tylko grzbiety gór.

Przełęcz nad Łapszanką

Następny przystanek to miejsce, które fotografowie znają z setek zdjęć: przełęcz nad Łapszanką. Droga wspina się tu na grzbiet, a za nim nagle wyrastają Tatry Bielskie, tak blisko, że wydaje się, iż można dotknąć ich wapiennych ścian. Słońce stało jeszcze nisko, a niebo pocięły smugi samolotów.

Przełęcz nad Łapszanką: jeden z najsłynniejszych widoków na Tatry po polskiej stronie.
Przełęcz nad Łapszanką: jeden z najsłynniejszych widoków na Tatry po polskiej stronie.

Przy drodze stoi biała kaplica Matki Bożej Częstochowskiej. Zbudowali ją w 1928 roku mieszkańcy, którzy mieli daleko do kościoła i chcieli mieć gdzie wspólnie się modlić. Fundatorami była rodzina Sołtysów, nazywana Górzanami. To tak zwana kaplica loretańska: z dzwonem, którym dzwoniono na nadchodzącą burzę, bo wierzono, że jego dźwięk odpędza pioruny.

Kaplica Matki Bożej Częstochowskiej z 1928 roku. Postawili ją mieszkańcy, którzy mieli daleko do kościoła.
Kaplica Matki Bożej Częstochowskiej z 1928 roku. Postawili ją mieszkańcy, którzy mieli daleko do kościoła.

Z tym dzwonem wiąże się smutna historia. 17 lipca 1967 roku, gdy dzwonił na burzę, zginął od uderzenia pioruna 33-letni Franciszek Kapołka, syn Walentego, który jako szesnastolatek budował kaplicę. Upamiętnia go tablica przy wejściu.

Obraz Matki Bożej Częstochowskiej w kaplicy, otoczony wieńcem róż.
Dzwon w sygnaturce. Dzwoniono nim, gdy nadciągała burza.
Obraz Matki Bożej Częstochowskiej w wieńcu róż i dzwon burzowy w sygnaturce kaplicy.

Z przełęczy widać Tatry Bielskie jak na dłoni. Na hali poniżej pasły się krowy, jakby nikt nie powiedział im, że jest połowa listopada. W cieniu przy drodze trawa wciąż była biała od szronu, choć w słońcu dawno stopniał.

Tatry Bielskie z bliska. Z przełęczy widać je jak na dłoni.
Tatry Bielskie z bliska. Z przełęczy widać je jak na dłoni.
Krowy na pastwisku nad Łapszanką, w tle Tatry.
Krowy na pastwisku nad Łapszanką, w tle Tatry.
Trawa w szronie w cieniu przy drodze. W słońcu szron już dawno stopniał.
Trawa w szronie w cieniu przy drodze. W słońcu szron już dawno stopniał.

Pola nad Niedzicą

Z Łapszanki zjechaliśmy w stronę Niedzicy. Na rozległych pastwiskach pasło się stado owiec, a nad nimi, na łagodnym wzgórzu, zobaczyliśmy z daleka białą kaplicę otoczoną drzewami. Za nią, w porannej mgiełce, stały ostre szczyty Tatr. To ta sama kaplica, ku której jechaliśmy dalej: kaplica Matki Boskiej Śnieżnej w Kacwinie.

Owce na pastwisku pod Niedzicą.
Owce na pastwisku pod Niedzicą.
Kaplica Matki Boskiej Śnieżnej z daleka, na tle Tatr. Tak widać ją z pól nad Niedzicą.
Kaplica Matki Boskiej Śnieżnej z daleka, na tle Tatr. Tak widać ją z pól nad Niedzicą.

Kacwin i kaplica Matki Boskiej Śnieżnej

Kacwin to jedna z najstarszych wsi Zamagurza, czyli spiskich ziem po północnej stronie Magury Spiskiej. Założono ją na początku XIV wieku, gdy kolonizację tych terenów prowadził ród Berzeviczych, właścicieli zamku w Niedzicy. Przez stulecia należała do Węgier, a do Polski trafiła w 1920 roku, gdy Konferencja Ambasadorów przyznała Polsce czternaście spiskich wsi.

Kaplica Matki Boskiej Śnieżnej stoi na wzgórzu nad wsią, w otoczeniu brzóz i tui. Według tablicy przy ogrodzeniu powstała około 1750 roku z fundacji jednego z parafian, z rodu spiskich „mulorzy”, czyli murarzy, którzy z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie rzemiosło. Najbardziej prawdopodobna opowieść mówi, że zbudowano ją z inicjatywy proboszcza po wielkim pożarze wsi. Drzwi zwrócono w stronę osady, aby kapłan, błogosławiąc wiernych, błogosławił też całą wieś i chronił ją przed ogniem.

Barokowy szczyt kaplicy wśród brzóz i tui. Kaplica powstała około 1750 roku.
Gontowy dach kaplicy w jesiennym słońcu.
Barokowy szczyt kaplicy wśród brzóz i jej gontowy dach w jesiennym słońcu.

W 1912 roku parafianie zebrali pieniądze na pełny remont i otynkowanie wnętrza. W latach 70. jedyną ozdobą był obraz ołtarzowy: Maryja z Dzieciątkiem na tle obłoków. Od XX wieku w święto Matki Boskiej Śnieżnej, 5 sierpnia, odprawiano tu uroczyste msze, a w 1970 roku kardynał Karol Wojtyła podniósł kaplicę do rangi mszalnej.

Wnętrze kaplicy: Maryja z Dzieciątkiem na tle obłoków.
Wnętrze kaplicy: Maryja z Dzieciątkiem na tle obłoków.

Wezwanie nie jest przypadkowe. Kult Matki Boskiej Śnieżnej rozpowszechnił się w Europie Środkowej po zwycięstwie nad Turkami i opanowaniu epidemii, a XVIII wiek był czasem zaraz i klęsk. Do kaplicy przywiązana jest też legenda o młodej kacwiniance Marynie, która przez cztery lata co noc pielgrzymowała tu na kolanach w białym stroju, by wybłagać powrót męża. Mówiono, że to kara za to, że podstępem odebrała narzeczonego innej dziewczynie, a rywalka rzuciła na nią urok, topiąc kłódkę w wodzie. Mąż zniknął i już nie wrócił.

Kaplica nad Kacwinem. Według miejscowej opowieści drzwi zwrócono w stronę osady, by kapłan błogosławił także całą wieś.
Kaplica nad Kacwinem. Według miejscowej opowieści drzwi zwrócono w stronę osady, by kapłan błogosławił także całą wieś.
Droga w dół do Kacwina, jednej z najstarszych wsi Zamagurza.
Droga w dół do Kacwina, jednej z najstarszych wsi Zamagurza.

Sromowce Wyżne

Z Kacwina pojechaliśmy w stronę Dunajca. Krótki postój w Sromowcach Wyżnych dał jeden z najładniejszych widoków dnia: Tatry wyłaniały się zza kolejnych grzbietów, zamglone, jak dekoracja w teatrze.

Ze Sromowców Wyżnych Tatry wyglądają zza grzbietów jak dekoracja w teatrze.
Ze Sromowców Wyżnych Tatry wyglądają zza grzbietów jak dekoracja w teatrze.

Czorsztyn: dwa zamki naprzeciw siebie

Nad Jeziorem Czorsztyńskim spotykają się dwie historie. Na południowym brzegu stoi zamek Dunajec w Niedzicy, zbudowany w latach 1320–1326 jako węgierska twierdza graniczna. Na północnym, na skale, ruiny zamku w Czorsztynie, jego polskiego odpowiednika. Przez wieki granica polsko-węgierska biegła tu Dunajcem, a dwa zamki pilnowały jej z przeciwnych brzegów.

Zamek Dunajec w Niedzicy na drugim brzegu Jeziora Czorsztyńskiego.
Zamek Dunajec w Niedzicy na drugim brzegu Jeziora Czorsztyńskiego.

Z niedzickim zamkiem wiąże się jedna z najdziwniejszych legend w Polsce: o inkaskiej księżniczce, która miała poślubić jednego z Berzeviczych, właścicieli zamku, i o skarbie Inków ukrytym w jego murach razem z węzełkowym pismem kipu.

Zamek w Niedzicy odbity w wodzie.
Skała pod ruinami zamku Czorsztyn i jezioro u jej stóp.
Zamek w Niedzicy odbity w jeziorze i skała pod ruinami zamku Czorsztyn.

Czorsztyński zamek pamięta XIV wiek. Rozbudował go Kazimierz Wielki, a jego upadek przypieczętował piorun: w 1790 roku spłonął od niego dach. Dziś z ruin roztacza się widok na całe jezioro.

Ruiny zamku Czorsztyn przez gałęzie: polska strażnica naprzeciw węgierskiej Niedzicy.
Ruiny zamku Czorsztyn przez gałęzie: polska strażnica naprzeciw węgierskiej Niedzicy.
Jesienne zarośla na brzegu jeziora pod zamkiem.
Jesienne zarośla na brzegu jeziora pod zamkiem.

Samo jezioro jest młode. Powstało po spiętrzeniu Dunajca zaporą w Niedzicy, którą budowano od 1975 do 1997 roku. To najwyższa w Polsce zapora ziemna z uszczelnieniem z gliny. Pod wodą zniknęły całe Maniowy i części innych wsi, a ich mieszkańców przesiedlono. Gdy poziom wody spada, z dna wyłaniają się fundamenty dawnych domów.

Osada na Stylchynie w Kluszkowcach

Część tego, co miało zniknąć pod wodą, ocalała. Na wzgórzu Stylchyn w Kluszkowcach, na półwyspie nad jeziorem, w latach 90. powstała osada z zabytkowych budynków przeniesionych ze starych Maniów, Kluszkowiec i Czorsztyna: dziewięć drewnianych willi i pensjonatów, jedenaście chałup i budynków gospodarczych oraz jedenaście kamiennych piwniczek. W zagrodzie Jana Królczyka urządzono muzeum regionalne z wyposażeniem z 1909 roku.

Drewniana willa w osadzie na wzgórzu Stylchyn, przeniesiona z terenów zalanych przez jezioro.
Drewniana willa w osadzie na wzgórzu Stylchyn, przeniesiona z terenów zalanych przez jezioro.
Kolejna z willi: wysokie podmurówki, długie balkony i ozdobne szczyty.
Kolejna z willi: wysokie podmurówki, długie balkony i ozdobne szczyty.

Wille mają wysokie kamienne podmurówki, długie balkony i ozdobne szczyty, typowe dla podhalańskich letnisk z przełomu XIX i XX wieku. Najciekawsze są jednak piwniczki: zbudowane z łamanego kamienia na przełomie wieków, każda z drewnianym zrębem na górze, gdzie trzymano siano. Dziś wiele budynków stoi pustych, przez co osada wygląda trochę jak z baśni, a trochę jak miasteczko widmo.

Kamienna piwniczka z przełomu XIX i XX wieku, nad nią drewniany zrąb na siano.
Kamienna piwniczka z przełomu XIX i XX wieku, nad nią drewniany zrąb na siano.
Starsza piwniczka z zapadającym się dachem.
Starsza piwniczka z zapadającym się dachem.
Piwniczki na Stylchynie, każda z drewnianą nadbudową.
Piwniczki na Stylchynie, każda z drewnianą nadbudową.
Brzeg Jeziora Czorsztyńskiego. Pod wodą leżą dawne domy i pola.
Brzeg Jeziora Czorsztyńskiego. Pod wodą leżą dawne domy i pola.

Zachód słońca nad jeziorem

Ostatni przystanek wybraliśmy na wzgórzu w Kluszkowcach, z widokiem na jezioro i Tatry. W listopadzie słońce zachodzi wcześnie, więc już po 15:00 światło zrobiło się złote, a kolejne grzbiety ułożyły się w warstwy: najbliżej Pieniny i spiskie wzgórza, na samym końcu Tatry.

Przed zachodem Tatry robią się złote.
Przed zachodem Tatry robią się złote.
Grzbiety warstwami, a na samym końcu Tatry.
Grzbiety warstwami, a na samym końcu Tatry.

Około 15:40 słońce schowało się za grzbiety, a w wodzie Jeziora Czorsztyńskiego odbiło się ostatnie światło. Po kilku minutach nad Tatrami została już tylko pomarańczowa zorza. Dzień, który zaczął się od szronu i księżyca, skończył się dokładnie tam, gdzie powinien: na tle gór.

Słońce nad Jeziorem Czorsztyńskim tuż przed zachodem.
Słońce nad Jeziorem Czorsztyńskim tuż przed zachodem.
Ostatnia zorza nad Tatrami. Koniec jesiennej niedzieli.
Ostatnia zorza nad Tatrami. Koniec jesiennej niedzieli.

Trasa, 17 listopada 2024

Nowy Targ (przy lotnisku) → Czarna Góra (Litwinka) → przełęcz nad Łapszanką → Niedzica → Kacwin → Sromowce Wyżne → Czorsztyn → Kluszkowce (osada na Stylchynie i zachód słońca)

Od 7:37 do 15:46, busem, z przystankami na zdjęcia.

Archiwum